Ta druga rodzina

17:33


Mam cztery babcie i trzech dziadków. Niezły wynik jak na osobę, której rodzice nie są rozwiedzeni i od ponad dwudziestu lat wspólnie idą przez ścieżkę zwaną życiem. Nie, nie, mam ich tylu, gdyż zostałam zaadoptowana przez moją emigrancką rodzinę.





Wiecie, to ci ludzie, których napotykacie na swojej drodze i z którymi tak dobrze się dogadujecie, że w końcu zaczynacie traktować ich jak własną rodzinę. To znajomi znajomych, którzy podobnie jak wy tęsknią za swoimi bliskimi i którzy szukają emigranckich odpowiedników swoich sióstr, kuzynów, braci, wnuków. To ludzie tacy jak ty czy ja. 

Moja babcia Janinka jest cudowna. Kiedy tylko przybywa ze swoim życiowym towarzyszem serce bije mi mocniej. Uwielbiam ich opowieści o życiu, o podróżach jakie wspólnie odbyli, o przygodach w Polsce, we Francji, w Bułgarii… w świecie. Ona Polka, on Bułgar pięknie mówiący po polsku. 


Pamiętam jakby to było wczoraj, kiedy podczas któregoś już “rodzinnego” zjazdu u moich teściów wyszło na jaw, że Janinka grała na akordeonie. Pojawił się instrument dla niej i zagrała, zaśpiewała… Po chwili dołączył się mój teść z harmonijką ustną i spędziliśmy w ten sposób jeden z najbardziej magicznych wieczorów w życiu. W towarzystwie bliskich, których sami sobie wybraliśmy, z którymi czujemy się dobrze i którym można zaufać. To naprawdę cudowne uczucie. 



Po tylu latach za granicą zacierają się niegdysiejsze ślady bliskości między kuzynami, wujkami czy innymi pociotkami. Oni żyją własnym życiem w ojczyźnie, my naszym życiem tu, w nowym domu. I choć na początku każdy do siebie wydzwaniał, wymienialiśmy się wiadomościami przy każdej, nawet nic nie znaczącej okazji, tak po jakimś czasie częstotliwość takich wydarzeń zdecydowanie zmalała. Kuzyni mają własne rodziny, dziadkowie nie stają się już niestety młodsi, wujek pokłócił się o poglądy polityczne i postanowił, że nie będzie się już odzywał. 

Taka jest naturalna kolej rzeczy, prawda? Dlatego cudownie jest mieć tę drugą rodzinę, tu na miejscu. Tę emigrancką rodzinę, która dzieli nasz los, która też tęskni do swoich i która zawsze chętna jest na spotkanie. W końcu kto jak nie drugi emigrant zrozumie nasze bolączki, tęsknoty za domowymi pierogami i makowcem babci, prawda? 


Z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach? Bzdura. Teraz to wiem, teraz, po tylu latach za polską granicą wiem doskonale, że trzeba doceniać każdy moment z nimi, zanim te chwile przeminą bezpowrotnie. Nie ma co się kłócić o pierdoły, o politykę, kolor skóry czy inne życiowe poglądy. Zwłaszcza, kiedy dzieli nas pół Europy i nie zawsze mamy okazję, żeby spotkać się w większym gronie. 


To tyczy się nie tylko tej prawdziwej rodziny, ale i tej, którą tworzymy za granicą, w miejscu w którym zdecydowaliśmy się osiąść. Są momenty, kiedy należy schować dumę do kieszeni i docenić fakt, że mamy kogoś bliskiego na wyciągnięcie ręki, który nigdy nie odmówi pomocy i zrobi wszystko dla nas. 












You Might Also Like

0 komentarze

Dziękujmy za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosimy ładnie abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę czy też linki bądź obrażające nas/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiamy!

Polub nas na Facebooku!