Rzeczy, które irytują we Francji

12:54




Dzisiaj ponarzekamy! Bo cholera jasna czasami trzeba sobie ponarzekać, co nie? A Francja jest wielka, a więc i przepełniona rzeczami, które irytują, działają na nerwy, są nielogiczne, nienormalne… resztę sobie dopiszcie sami! Dlatego dzisiaj bilecik o tym co mnie irytuje we Francji i konkretniej w Bordeaux. Jeśli jesteście ciekawi co mam do powiedzenia na ten temat zapraszam do dalszej lektury.




Francuski to faktycznie śmieszny język…

…we wszystkich aspektach! I choć mi nauka języka przyszła naprawdę szybko i nawet bezproblemowo, to zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy polubią się z francuskim tak szybko. Do tej pory mam wrażenie, że im dłuższy wyraz w języku francuskim tym mniej liter się czyta. Weźcie sobie przykład Bordeaux - końcówka to dźwięk “o”. Po co reszta liter? Nadal czasami mnie to irytuje. 


Ale to nie wszystko! Myśleliście, że miliard czasów przeszłych, przyszłych i teraźniejszych to ciężki kawałek chleba? Skróty! To jest prawdziwy mindfuck! Zdania w języku francuskim są zupełnie inaczej skonstruowane niż w angielskim, a jako że niemal na całym świecie używa się skrótów z języka angielskiego (prosty przykład: DNA)... Francuzi musieli to zmienić! Dlatego w języku francuskim nie mamy DNA. Mamy ADN, od acide désoxyribonucléique, mamy OTAN zamiast NATO, mamy OMS (Organisation mondiale de la santé) zamiast WHO. ONZ? Proszę was, kto tak mówi we Francji? Przyzwyczajcie się do ONU - Organisation des Nations unies. Mogłabym tak w nieskończoność! Język francuski jest fajnym językiem, ale jest taki popieprzony… 





Cholerna francuska biurokracja!

Na temat moich potyczek z pocztą zdążyłam już napisać inny tekst (klik!), ale można by to uogólnić na każdy urząd we Francji. Godziny, w których urzędy są czynne absolutnie nie odpowiadają nikomu, jeśli chcecie sobie załatwić w urzędzie miasta, podatkach (o boże, nie życzę temu nikomu, kolejki tam są niesamowicie długie!) czy jakimkolwiek innym urzędzie najlepiej jest sobie wziąć dzień wolnego. Myśleliście, że wyskoczycie sobie na szybką rozmowę do banku w przerwie obiadowej? Zapomnijcie o tym luksusie, przerwa obiadowa jest tutaj świętością i od dwunastej do czternastej wszelakie urzędy są zamknięte! W poniedziałki banki często są zamknięte - gdyż są otwarte w sobotę… od dziewiątej do dwunastej, biedni są przepracowani później! 


Ale urzędasy wcale nie ułatwiają nam życia. Potrafią odesłać papiery z notką “niekompletne” z powodu kompletnej głupoty. Chcecie przykładu? Macie przykład - kiedy starałam się o swoją carte vitale. Jeśli dobrze pamiętam po ukończeniu szesnastu lat dziecko ma swoją kartę, która jest połączona z ubezpieczeniem rodziców. Żeby takową kartę dostać trzeba skompletować piękny dossier ze zdjęciem przyklejonym w odpowiednim miejscu. I tak się składa, że moje zdjęcie się odkleiło od kartki, ale nadal było w kopercie! Jakieś trzy tygodnie po wysłaniu przeze mnie listu (tak, poczta jest mało reaktywna) dostałam go z powrotem z pieczątką “le dossier est incomplet” właśnie z powodu tego cholernego zdjęcia! Ech, Francja. 

Oni nie potrafią jeździć! 

Rzadko jeżdżę samochodem. Głównie dlatego, że nie mam prawa jazdy, a mój ukochany sprzedał swój pojazd i teraz wszędzie poruszamy się motorem. Ale ogólnie unikam jak mogę wsiadania z kimś do tego pojazdu i to nie dlatego, że nie ufam kierowcy. Nie ufam wszystkim innym. Francuzi jeżdżą jak debile. Zdecydowanie wolę jechać autobusem, zawsze sobie powtarzam, że w starciu samochód-autobus raczej ten drugi ma większe szanse wyjścia z wypadku bez szwanku. 




Ale i transport publiczny potrafi nieźle wkurzyć. Klimatyzacja zimą, brak klimy w lecie… Niekończące się remonty w centrum miasta, przez co autobusy muszą robić mega dziwne objazdy, wieczne problemy na studenckiej tramwajowej linii B… Ale chyba najgorsze jest ciągłe podnoszenie cen biletów! Myślicie sobie pewnie - spokojnie Karolina, kasa pewnie idzie na infrastrukturę, na nowe autobusy, na remonty i tak dalej. Nie wiem na co idą moje pieniądze z abonamentu, który płacę co miesiąc, ale kurwa na pewno nie na to. Wyobraźcie sobie płacić dwadzieścia euro miesięcznie i jeździć tramwajami, które średnio co dwa dni się pieprzą i stają w połowie drogi. Wyobraźcie sobie płacić tyle pieniędzy i ciągle się spóźniać przez niepunktualne busy. Powiecie mi - zrób w końcu to prawo jazdy, kup samochód i przestań narzekać. No ale wtedy dojdą opłaty parkingowe w centrum miasta, a parkingi w Bordeaux do najtańszych nie należą… W każdym wypadku jest się w dupie. 


Kwadrans studencki to coś normalnego

Nie znoszę się spóźniać. Znając moje szczęście do transportów zawsze wychodzę co najmniej dziesięć minut wcześniej i staram się być na czas lub nawet wcześniej. Ale chyba jestem jedyna z tym podejściem. Zawsze to ja czekam na swoich znajomych, którzy nic nie robią sobie z kilkunastominutowego spóźnienia. Większość Francuzów ma totalnie w dupie czy na nich czekacie, czy nie. 




Wieczne powitania

O tradycji la bise wspominałam już niejednokrotnie. Nie znoszę tego. Cieszę się jednak, że mieszkam w Bordeaux, gdzie udawane buziaki w policzki serwowane są w liczbie dwóch, a nie czterech jak na przykład w Paryżu. Kiedyś w Internecie usłyszałam najlepsze określenie tej tradycji, jak to leciało… “idiotyczne dwukrotne pocieranie się o policzki wydając jednocześnie dźwięk udawanego buziaka, jakbyś ssał małego fiuta”. To tak bardzo prawda! I trzeba się tak przywitać ze wszystkimi znajomymi… W pracy obejście wszystkich ludzi, strzelenie wszystkim la bise i standardowe zapytanie “ça va?” zajmuje mi co najmniej dziesięć minut… Czasami staram się pomachać, krzyknąć “cześć!” z daleka, ale często słyszę “nie przywitasz się ze mną?!”. Z moimi przyjaciółmi przybijamy sobie piątki na dzień dobry, bo żadne z nas nie lubi tego cholerstwa. 



Jest tego trochę, ale wcale nie przeszkadza mi to w szczęśliwym życiu tutaj. Naprawdę uwielbiam swoje życie we Francji i nie zamienię go na nic innego! Ale czasami trzeba sobie ponarzekać, bo życie nie jest tylko różowe i cukierkowe, prawda? 



Do następnego!

Karolina

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Ha, lubię takie wpisy bo są kwintesencją tego jakie dany kraj i ludzie mają charaktery, bo przecież właśnie na postawie takich właśnie przywar, denerwujacych rzeczy można po części zobaczyć narodowe oblicze, takie prawdziwe, nie tylko dla turystów. Mój mąż często służbowo lata do Paryża i faktycznie kwestia jazdy samochodem to już we Francji legenda, oczywiscie wszędzie przemieszcza się taxi bo w życiu nie odważyłby się na wynajęcie tam samochodu. Raz jeden nawet zrobił mi filmik i wow, to trzeba zobaczyć. Tam się dosłownie sprawdza powiedzenie - kupą raźniej mości panowie 😜

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam pod jakim wrażeniem byłam kiedy pierwszy raz dotarłam pod Łuk Triumfalny w Paryżu, jak zobaczyłam te wszystkie samochody... Masakra! 😂 Twój mąż dobrze robi jeżdżąc taksówką!

      Usuń

Dziękujmy za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosimy ładnie abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę czy też linki bądź obrażające nas/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiamy!

Polub nas na Facebooku!