Zmora obecnych czasów

09:09





Od kiedy pamiętam chodzenie na zakupy czy tak zwany shopping było dla mnie katorgą. Zawsze tłumy ludzi dziwnych ludzi, frustracje, że nie udaje mi się znaleźć czegoś w moim stylu, czasami absurdalne ceny sprawiały, że wychodziłam ze sklepu ze śmiechem na ustach. I wiecie co? To wszystko przeszłość. Najzwyczajniej w świecie przestałam chodzić na zakupy i bezmyślnie kupować kolejne, zupełnie zbędne mi rzeczy. 


O ubraniach słów kilka...

Uważam, że nigdy nie byłam ekscesywną klientką fast-fashion. Pewnie, chodziłam do sieciówek, bo kiedy nie ma się kasy na coś lepszej jakości — kupuje się coś na szybko, na jeden sezon. Nie robiłam jednak zakupów co tydzień czy dwa, jak to wiele ludzi niestety robi, a raczej wpadałam do sklepów w okresie wyprzedaży. No tak, w końcu niemal zawsze byłam spłukana — zawsze było lepiej mnie karmić niż ubierać.

Od kilku lat stopniowo wprowadzam pozytywne zmiany w moje życie. Odchudziłam moją kosmetyczkę i zaopatrzyłam tylko w dobre produkty, które nie są testowane na zwierzętach, ograniczyłam spożycie mięsa, a nawet przez miesiąc byłam weganką! Raz do roku robię przegląd swojej szafy i oddaję nienoszone przeze mnie ubrania potrzebującym lub je recykluję.



Tym sposobem odchudziłam również swoją szafę. Mam mniej ubrań i będzie ich coraz mniej, gdyż nadal są to rzeczy ze sklepów fast-fashion, które niestety nie trwają zbyt długo w czasie. Zamiast masowo kupować rzeczy robione w krajach azjatyckich, gdzie często wykorzystywane są dzieci, odpady trafiają do rzek czy jezior, a ludzie pracują w fatalnych warunkach (pozwólcie tylko, że przypomnę sytuację z 2013 roku, kiedy to w Bangladeszu zawaliła się fabryka tekstyliów m.in. Primark czy Mango, gdzie zginęło ponad tysiąc osób), powoli kieruję się w stronę firm, które faktycznie dobrze płacą pracownikom, które podają informacje skąd i jak produkują materiały i tak dalej. 

Nauczyłam się na nowo dbać o swoje rzeczy. Fast-fashion i głęboko posunięty konsumpcjonizm sprawiają, że przestajemy dbać o swoje ubrania (i nie tylko), gdyż możemy łatwo zastąpić je tanimi zamiennikami, które to znajdziemy w dowolnej sieciówce. Bluzeczka się sprała? To nic, przecież za kilka-kilkanaście euro znajdę identyczną. Podziurawiona, potargana lub po prostu niemodna? Ileż to jest wziąć i wyrzucić do kosza, i kupić sobie kolejną, która za kilka miesięcy podzieli los swojej poprzedniczki? 

Kupując bez ustanku ciągle nowe rzeczy w sklepach z fast-fashion nie dość, że przyczyniamy się do wyzysku ludzi, którzy je produkują — często w fatalnych warunkach, to jeszcze produkujemy ogromną ilość śmieci. I najczęściej te śmieci leżą w szafie. No tak, w końcu ile razy kupiliście coś pod wpływem impulsu lub kiedy zobaczyliście, że jest na promocji? Ile razy kupiliście cenę, a nie rzecz? Te zachcianki lądują potem na dnie szafy, bo okazuje się, że nie macie z czym tego założyć. Wtedy też wasz słownik bogaci się w zdanie, które jest największym przekleństwem. Stoicie przed szafą wypełnioną po brzegi wszelakiej maści ubraniami i dodatkami, i mówicie do siebie: “nie mam się w co ubrać”.




Nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupiłam sobie coś nowego. Nauczyłam się dbać o swoje ubrania, staram się je prać w miarę zimnej wodzie (dla dobra ciuchów, środowiska i mojego portfela), nie robię z nimi nic szalonego. Nie mam też już w sumie ubrań na “specjalną okazję”. Każdy dzień powinien być “specjalną okazją” do zrobienia czegoś nowego. Tak, owszem, mam dwie “wyjściowe sukienki”, które niekoniecznie pasują do mojego codziennego stylu, ale wiem, że mam te dwie i nie będę kupować już innych. Wypełnianie szafy zbędnymi szmatami nie jest już dla mnie. To samo tyczy się butów. Mam cztery pary i więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Botki na zimę, półbuty na jesień i wiosnę, parę adidasów i sandały na lato. Pierwsze dwie pary przeszły już ze mną trzy sezony i nadal świetnie się trzymają, dlatego też nie myślę nawet o zakupie czegoś innego. Bo nie czuję potrzeby posiadania niezliczonej ilości butów — najzwyczajniej w świecie nie miałabym czasu chodzić we wszystkich.


Pamiątki, przedmioty codziennego użytku, bibeloty - czyli zbędne śmieci

Daleko mi do minimalizmu, ale ostatnio robiąc porządki w mieszkaniu przysiadłam na chwilę przed moimi meblami i zastanowiłam się czy te wszystkie dekoracje, pierdółki i bibeloty są mi do czegoś potrzebne, czy mają jakąś wartość sentymentalną, czy faktycznie zmieniają moje życie. I odpowiedź była bajecznie prosta. Nie, nie wpływają na moje życie czy też samopoczucie. Po co mi piętnaście szklanek, skoro mogę mieć tylko kilka, które to będę myć po każdym użytkowaniu? Po co kupować kolejną parę kolczyków, kiedy mogę przerobić te, które już mi się nie podobają? Czy koniecznie potrzebuję kolejnej czerwonej szminki, wiedząc że i tak rzadko się maluję? 

Przed każdym zakupem zastanawiam się pięć razy. Czy faktycznie potrzebuję tej rzeczy, czy nie mogę jej od kogoś tymczasowo pożyczyć, czy nie mogę jej znaleźć w second-handzie czy na pchlim targu - żeby dać drugie życie przedmiotowi, którego ktoś już nie chce, nie potrzebuje. Jeśli jest to jakaś dekoracja czy faktycznie ozdobi mi to mieszkanie, czy nie mogę zrobić sobie tego sama. 

Czy rzecz wyprodukowana w Chinach, przez dzieciaka faktycznie zmieni mój świat? 



Daleko mi do ideału i nie chcę nikogo pouczać, gdyż każdy ma prawo do robienia tego co jemu pasuje. Chcę się tylko podzielić moimi spostrzeżeniami i myślami, jakie nachodzą mnie kiedy gubię się na przykład na Facebooku czy Instagramie, gdzie konsumpcjonizm i wystawne życie jest na wagę złota i sprzedaje się najlepiej. Lub kiedy idę sobie ulicą Sainte Catherine w Bordeaux - najdłuższą handlową ulicą w mieście, i mijam ludzi z wypełnionymi torbami z wszechobecnych sieciówek. 




Jak to mówią: “less is more”! Jakie jest wasze nastawienie do sprawy? Czy po tej lekturze przemyślicie wasz kolejny zakup? 







Karolina

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Daleko mi do minimalizmu, ALE zaczynam porządek tak we własnym życiu jak i z wszelakimi rzeczami. Jakoś czuję, że te dwie strefy na siebie nachodzą jak w Feng Shui. Myślę, że to właśnie ten pierwszy mały wielki krok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak! Jak to mówią - małymi, ale pewnymi krokami ♥️

      Usuń

Dziękujmy za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosimy ładnie abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę czy też linki bądź obrażające nas/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiamy!

Polub nas na Facebooku!