Rozczarowania

12:39




Francja w filmach jest niesamowita! Modne kobiety chodzące w szpileczkach po zakupy na targ, gdzie wszyscy są uśmiechnięci i z radością pakują produkty do papierowych torebek. Następnie czerwonousta Francuzka wsiada z torbą na swój piękny rower z kolorowym koszyczkiem, z którego oprócz natki marchewki wystają dwie rumiane bagietki. Ale… czy Francja faktycznie taka jest?


Francja jest przede wszystkim przereklamowana, mówię to z czystym sercem, pomimo mojej ogromnej miłości do wielu miast i miejsc tutaj. Nawet tych przereklamowanych! Media, filmy, znani ludzie zrobili ogromny szał na wiele miejsc, które są teraz ofiarami własnej sławy. Dzisiaj pogadamy właśnie o tym. Czy faktycznie warto jest odwiedzać miejsca, które wszyscy tak zachwalają - paryska edycja!



Zauważyliście, że w niemal każdym filmie katastroficznym gdzie Ziemia jest zagrożona jakimś totalnie nieprzewidywalnym niebezpieczeństwem - atakiem kosmitów, szaloną pogodą czy wprowadzeniem demokracji przez USA - kraje reprezentowane są przez ich najbardziej popularne symbole? Stany - wiadomo: Biały Dom, Nowy York czy les collines d'Hollywood, Włochy to koloseum lub wieża w Pizie, a Francja to wieża Eiffela. Każdy Paryżanin zjadając swojego suchego croissanta podziwia co ranek Żelazną Damę, bo przecież każdy Paryżanin ma okno z widokiem na nią, co nie? Sam Paryż jest zaś piękny, czysty i pachnący, na rogu każdej ulicy można spotkać skrzypka czy akordeonistę, który umili wam spacer. 




Słyszeliście o syndromie paryskim? To przypadłość, która dotyka turystów (podobno głównie Azjatów), którzy zwiedzając stolicę odkrywają, że miasto nie spełnia ich oczekiwań, że nie jest tak pięknie i cudownie jak na filmach czy też w książkach. Możecie myśleć, że to bullshit, ale uwierzcie mi, że przeżyłam to. 
Nie byłam jakoś specjalnie podekscytowana na myśl, że jadę do Paryża - teraz, kiedy pociąg Paryż-Bordeaux sunie z prędkością 315 km/h w dwie godziny mogę dostać się do miasta miłości i zjeść tam obiad. Ale cieszyłam się, że w końcu będę mogła zobaczyć te cudowności na własne oczy. 


Pierwszy kubeł zimnej wody na głowę przyjęłam jeszcze siedząc w Bordeaux kiedy to w wiadomościach mignęła mi informacja o pożarze Notre Dame, która była moim głównym celem wycieczki. Popłakałam, pochlipałam, ale stwierdziłam po kilku dniach, że przecież jest tam masa innych kościołów, które odwiedzę. Przyszedł jour J, dotarliśmy do Paryża! Tłum na dworcu Montparnasse był nie do przejścia, nie wiem jakim cudem udało się nam dojść do stacji metra, które miało zabrać nas do znajomych. Metro… nie wiem czym ludzie się zachwycają. Głośna, śmierdząca puszka po sardynkach sunąca po szynach. W megafonach co kilka stacji brzmi prośba o pilnowanie swoich rzeczy ze względu na kieszonkowców. A w metrze nie zaznasz nikogo kto by się uśmiechnął. 


Zrzuciliśmy nasze toboły, plecaki, karimaty i resztę, i polecieliśmy zwiedzać. Spacerkiem zaszliśmy pod wspomnianą już wcześniej wieżę. Nie wiem o jakiej godzinie trzeba byłoby się tam wybrać, żeby nie czekać godzin na wejście na górę, kolejki są niesamowite. Kilka lat temu spaliśmy tam pod jedną brzózką - wspominałam o tym we wcześniejszym bileciku o Paryżu - pomachaliśmy do niej, strzeliliśmy selfika pod Żelazną Damą omijając przy tym setki turystów w dziwnych pozach i… Nie no, muszę wam o tym opowiedzieć! 

Wiecie kogo spotkacie pod wieżą, a nawet nieco dalej? Handlarzy, którzy oferują wam miniaturki dzieła Eiffela. Wszystko byłoby okej gdyby nie fakt, że wszystkie te miniaturki są tak samo tandetne, handlarze (wszyscy czarni!) mają miny jakby mieli wam zaraz tym przyłożyć i są oni dosłownie co pięć metrów! Jakby tak od każdego kupić najmniejszą wieżyczkę to ich łączna wysokość przekroczyłaby spokojnie wysokość oryginału! Było tego zdecydowanie za dużo. 




Czy Luwr jest przereklamowany? Samo muzeum nie, ale jedno dzieło na pewno tak i każdy z was doskonale już wie, o czym mówię. Tak, Mona Lisa znana we Francji jako La Joconde jest cholernie przereklamowana. W tej chwili sala, w której jest wystawiana jest w remoncie, w związku z czym wisi tam jedynie ona. Pani, o posępnym uśmiechu. To mały obraz na wielkiej ścianie, oddzielony od świata przez szybę i barierki. Większość ludzi przebiega przez ten Luwr tylko po to, żeby dostać się do sali, gdzie zawsze jest tłum, gdzie dziwnie pachnie i gdzie nie ma się szans na zobaczenie tego obrazu - chyba, że przez obiektyw aparatu turysty obok, który koniecznie chce temu zrobić zdjęcie. Ja nie robiłam, bo po co? Ładne zdjęcia Mona Lisy znajdę bez problemu w Internecie! 

W korytarzu obok tej sali jest cała masa innych, pięknych obrazów, inne dzieła da Vinciego też tam są! Dlatego jeśli kiedykolwiek będziecie w Luwrze dajcie sobie czas, potrzeba autentycznie całego dnia, żeby to wszystko zobaczyć. I zacznijcie od innych sal, które są niemalże puste. Komnaty Napoleona są zdecydowanie bardziej ciekawe od jakieś random babki, która nie potrafi się uśmiechać. 


Montmartre… Ach, ta osiemnasta dzielnica! Udało nam się dostać na wzgórze, pod samą bazylikę Sacre-Coeur. Ale do niej nie weszliśmy. Dlaczego? Akcja taka sama jak z wieżę Eiffela - za duża kolejka. Zresztą całe wzgórze, na którym znajduje się ten kościół było oblężone ludźmi, a kolejka linowo-terenowa była wypchana po brzegi. Wracając jeszcze do wieży - chcecie piękne zdjęcie z Trocadéro? Idźcie tam o świcie, może akurat będzie puste… 






I to tylko stolica! Chcecie poczytać więcej na temat przereklamowanych miejsc w kraju winem płynącym? Obiecuję, następnym razem postaram się bardziej ponarzekać na Bordeaux! 




Buźka! 
Karolina

You Might Also Like

2 komentarze

  1. rozczarowaniem jest dla mnie twoja opowieść i oczywiście nawiązuje do tytułu bo każdy ma prawo do subiektywnej oceny :}
    Bywam w Paryżu bardzo często pokazując miasto turystom i masz racje tłok ,kolejki ale i to można spokojnie obejść kupując bilety internetowo w przypadku wieży na godzinę konkretną co ułatwia i skraca czas . Ci handlarze tandetnymi wieżami hm o gustach się nie dyskutuje (choć w sklepikach prowadzonych przez białych miniaturki są tej samej jakość ale cena inna }i fakt jest ich dużo zaczepiają bo chcą sprzedać ale przez tyle lat nie spotkałam nigdy nikogo z miną cytuje " chcą przyłożyć" uśmiech za uśmiech i na ulicy i w metrze
    pozdrawiam ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy zauważyłaś początek tekstu, gdzie mówię, że uwielbiam wiele miejsc i miast, które na samym początku mnie rozczarowały.

      Pierwszy tekst o rozczarowaniach napisałam o Paryżu, za którym nie przepadam i nie spędzam tam wiele czasu, w przeciwieństwie zapewne do Ciebie. Zupełnie tak jak ja masz prawo do swojej opinii i możesz się poczuć rozczarowana tym tekstem - no cóż, trudno, wszystkich nie zadowolę.

      Pozdrawiam!

      Usuń

Dziękujmy za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosimy ładnie abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę czy też linki bądź obrażające nas/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiamy!

Polub nas na Facebooku!