Podróże po Europie - północne wybrzeże Hiszpanii

10:06






Kilkanaście dni temu na fanpage Francuskiego Życia pojawiła się informacja, że znikam… na urlop! Dzisiaj powracam do was ze zdjęciami, wrażeniami i czymś pod rodzaj relacji z wyprawy wzdłuż północnego wybrzeża Hiszpanii. Ciekawi jak było? Zapraszam serdecznie do lektury! 




Mając do wykorzystania kilkanaście dni wolnego i bilety na trzydniowy festiwal w Hiszpanii już od kilku miesięcy wiedzieliśmy jak sprawić, by tegoroczne wakacje były niezapomniane. Do oddalonego o jakieś 800 km Viveiro na północnym hiszpańskim wybrzeżu wybraliśmy się… motorem! To była pierwsza nasza taka podróż i teraz już wiemy, że na pewno nie ostatnia. 


Całe nasze życie spakowane w dwie skrzynki - w tym i słoik najlepszej kawy, trzy tony kremu z filtrem i jakieś trzy zapalniczki do małej gazówki (bo ja zawsze gubię takie rzeczy), i ruszyliśmy w drogę. Przez pierwsze dwa dni starannie omijaliśmy autostradę, żeby cieszyć się krętymi ścieżkami, móc wjeżdżać prosto na plażę (gdzie rozbiliśmy namiot pierwszej nocy) i ogólnie móc stawać gdzie tylko nam się spodoba. Było bajkowo! 


wydmy pomiędzy plażami w Tarnos i Ondres gdzie spędziliśmy pierwszą noc

Wyjechaliśmy w poniedziałek, pierwszego lipca, późnym popołudniem. Następnego dnia wjechaliśmy już w Hiszpanię i przez parę setek kilometrów jechaliśmy tak krętymi górskimi drogami, że aż się w głowach kręciło. Jednak czego nie robi się dla pięknych widoków, prawda? To właśnie we wtorek jechaliśmy wzdłuż wybrzeża, gdzie kręcone były sceny do siódmego sezonu Gry o Tron! Zaś naszym najdłuższym przystankiem było wzniesienie, z którego rozciągał się widok na słynne schody Dragonstone, również z GoT. 




San Juan de Gaztelugatxe

Odpoczęliśmy tam bujając się w hamaku i myśląc o ostatnim odcinku trasy. Chcieliśmy koniecznie zobaczyć jak najwięcej, ale z drugiej strony czas koncertów zbliżał się nieubłaganie. Dopiero we środę wjechaliśmy na autostradę, która - na całe szczęście - przez całkiem spory fragment biegła nadbrzeżem. 








Jechało się szybko, gorzej było z noclegiem. W końcu jadąc nikomu nieznanymi drogami łatwo było skręcić w las, rozbić namiot i przespać się w ciszy, bez obaw, że ktoś nas okradnie. Po dwukrotnym zmienieniu miejscówki do spania zrobiliśmy prowizoryczny szałas, na który składał się motor, plandeka, dwa śrubokręty jako śledzie i karimata ze śpiworem. Wyglądało to jak na zdjęciu poniżej. Cóż, grunt, że się wyspaliśmy i po przepysznej kawie ruszyliśmy w dalszą drogę, żeby to w końcu dotrzeć do Viveiro, rozstawić namiot i po prostu iść spać. 






Co wygnało nas tak daleko? Trzy słowa - miłość do metalu. Moja miłość gwoli wyjaśnienia. W zeszłym roku zakupiłam wejściówki na trzydniowy festiwal metalowców zwany Resurrection Fest, na którym to grali między innymi Slayer, Slipknot, Arch Enemy, Gorjia, Avatar czy Testament. Nie zabrakło polskiego akcentu w postaci grupy Batushka! Być może nazwy tych grup nic wam nie mówią, dla mnie jednak było to cholernie ważne wydarzenie, na którym bawiłam się rewelacyjnie. Avatar to moje odkrycie roku, Arch Enemy jak zwykle dali ognia, Trivium czy Crystal Lake byli nie z tej ziemi. Zaś Slipknot, moja nastoletnia miłość… Powiedzmy, że następnego dnia miałam mocną chrypkę. Bardzo się cieszę, że udało mi się zobaczyć i usłyszeć tyle dobrej muzyki, i być na tak świetnym festiwalu. Naprawdę, hiszpańskie festiwale rządzą, polecam wam serdecznie! 




Zaś samo miasto, w którym to Resurrection Fest miało miejsce jest naprawdę przeuroczą mieścinką. Nie mówimy po hiszpańsku, a tam nikt nie mówił ani po francusku, ani po angielsku… Jednak kiedy próbowaliśmy coś powiedzieć po hiszpańsku ludzie byli bardzo wyrozumiali i cierpliwi, poprawiali nasze błędy i zawsze udawało nam się zamówić i jedzenie, i piwo! 









Viveiro samo w sobie ma dosyć… skandynawski styl, a już zwłaszcza te domki jednorodzinne na wzniesieniu przy zatoce. Oceńcie sami, naszą pierwszą myślą po wjechaniu do miasta było jednak - “o matko, pomyliliśmy kierunki!”. 

Miasto to ma swój specyficzny mikroklimat. Jak opowiadali nam tubylcy - nie ma co patrzeć na prognozę pogody w telewizji czy Internecie, gdyż wszystko tu zmienia się jak w kalejdoskopie. To prawda! Rano, kiedy jeszcze wszyscy słodko śpią białe chmury pokrywają okoliczne pagórki. Jest chłodno, mgliście i wilgotno przez oceaniczną bryzę. W ciągu kilku godzin temperatura z iście brytyjskiej zmienia się w odczuwalne 30 stopni, bez cienia, bez odrobinki chmury na niebie. Burze tutaj zbierają się w kilka minut, a jak już uderzy to klękajcie narody! 




Ale to tylko pogoda, najważniejsze jest miejsce, ludzie i dobre jedzonko! 















Kilka miejsc, o których nie wspomniałam w tekście, a z których mam piękne zdjęcia znajdziecie niebawem na moim Instagramie [ klik ! ], serdecznie zachęcam, żebyście tam wpadli i być może do reszty przepadli dla tych pięknych zakątków. Jedno wiem na pewno - wrócę tam! I zdecydowanie częściej będziemy urządzać sobie takie przejażdżki. Jednak motor to zdecydowanie przyjemny środek transportu! 




Jak wy spędzacie wakacje? Dajcie znać koniecznie w komentarzach - może się gdzieś spotkamy? 








Pozostańmy w kontakcie - wpadnijcie na fanpage strony! Znajdziecie tam najnowsze aktualizacje, ciekawostki, wiadomości z Bordeaux i okolic. Posłuchamy tam wspólnie muzyki i podzielimy się lekturami, jakie czytamy! Jeszcze nas nie lubicie? Koniecznie czas nadrobić zaległości! Nie zapomnijcie o aktywowaniu powiadomień, żeby zawsze być na czasie z nowinkami z królestwa wina! Kliknijcie śmiało - Francuskie Życie













Do zobaczenia niebawem w nowym tekście,

Korzystajcie z wakacji, urlopów i pięknej pogody!





~ Karolina

You Might Also Like

0 komentarze

Dziękujmy za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosimy ładnie abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę czy też linki bądź obrażające nas/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiamy!

Polub nas na Facebooku!