Zamieniłam się w króliczka!

10:08





Dawno nie było tutaj takiej prywaty, ale stwierdziłam, że temat jest warty poruszenia i poddania pod dyskusję, dlatego też stworzyłam ten bilecik. Dzisiaj opowiem wam o moim miesięcznym wegańskim wyzwaniu, dlaczego się na to zdecydowałam, czy wytrwałam w postanowieniach i co zamierzam dalej z tym zrobić! Dlatego jeśli temat was interesuje - zapraszam do dalszej lektury! 


Jeśli jesteście już częstymi gośćmi tutaj, na Francuskim Życiu, mogliście zdążyć zauważyć, że ruch vegan&cruelty free stał się od jakiegoś czasu bardzo bliski mojemu sercu. Staram się dokumentować na ten temat w różnych źródłach, ciągle się uczę i poznaję nowe rzeczy. Ale jak poznać coś, jeśli się tego nie doświadczyło, co nie? Dlatego od kilku miesięcy chodziło mi po głowie to wyzwanie. Ja, Karolina - kochająca hiszpańską jamon, wielbiąca Saint Nectaire i jajecznicę postanowiłam żyć bez tego i to przez okrągły miesiąc. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z tego jak bardzo zszokowało to nie tylko moje otoczenie ale i mnie samą. Ale uparta bestia ze mnie, a po rozmowach i wspólnym wyszukiwaniu informacji na temat zbilansowanej diety bez produktów pochodzenia zwierzęcego wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że jest to bardzo ciekawy pomysł. 

Dosłownie na tydzień przed planowanym rozpoczęciem mojej wegańskiej przygody idąc najdłuższą handlową ulicą Bordeaux zostałam zaczepiona przez aktywistów z L214 i wręczono mi dwie broszurki - o roślinnych zamiennikach mięsa i dlaczego warto przestać jeść mięso. O L214 również będę musiała kiedyś tutaj napisać, ale to jeszcze nie ten czas! W każdym razie trzymając te broszurki w ręce wiedziałam już, że odwrotu nie ma. 


Dlaczego dieta wegańska?


Dlaczego nie zaczęłam po prostu od wegetarianizmu tylko od razu rzuciłam się na “głęboką wodę”? Dwie rzeczy:


  • Od kilku lat ograniczam swoje spożycie mięsa, był też okres czasu, w którym to w ogóle mięsa nie jadłam, dlatego nie byłoby to dla mnie wyzwaniem. Zdecydowanie trudniej jest dla mnie ograniczyć mój namiętny związek z serami i nabiałem, niż z mięsem.
  • Moja kosmetyczna rutyna jest już w ok. 80% cruelty-free, dlaczego więc miałabym jeść produkty pochodzenia zwierzęcego, jeśli jestem przeciwna testom na nich? 

Mając te dwie idee w głowie świadomie zaczęłam szukać informacji na temat diety wegańskiej, żeby organizm nie odczuł zmiany jak jakiegoś wielkiego szoku. I szczerze powiedziawszy nie różniła się jakoś za bardzo od tego co zawsze gotowałam - po prostu wystarczyło odjąć mięso i produkty odzwierzęce, skupić się na zbożach i orzechach. Kilku znajomych radziło również suplementację wszelakich witamin - ale o tym zaraz.


Co więc jadłam?

Nie sądziłam, że będzie to tak proste i przyjemne, a ile ciekawych alternatyw odkryłam! Myślę, że śmietana na dobre wyleci z mojej listy zakupów na rzecz kremu z soi czy ryżu. Kotlety marchewkowo-sojowe również są genialne, żebyście widzieli moje wegańskie spaghetti à la bolognese z sojowymi klopsikami! Palce lizać. Zresztą, żeby nie być gołosłowną - kilka zdjęć kilku dań jakie przygotowałam:

pieczone bakłażany faszerowane kaszą i warzywami
©krln.s
kotleciki z zielonej soczewicy i komosy ryżowej
©krln.s
pomidorowa zapiekanka ze słodkim ziemniakiem
©krln.s




Było dużo marchwi i selera, porów, buraków - czyli typowo sezonowych warzyw. Były i sałatki owocowe, wegańskie odpowiedniki wielu klasycznych dań. Ale nie myślcie sobie, że przeszłam na całkowicie healthy dietę. Nie raz zdarzyło mi się zrobić gorącą czekoladę - na mleku migdałowym; słodkie kulki - reklamowane przez Annę Lewandowską jako “kulki mocy”, a to po prostu zblendowane orzechy, daktyle i kokos. I kakao, bez kakao się nie liczy! Odkryłam nowe propozycje deserów, do których zapewne będę wracać, bo proste w wykonaniu i bardzo smaczne. Jednak owoce w swojej naturalnej postaci były moimi ulubionymi formami deseru. Owoce i jogurty sojowe - pychotka. 

słodkie kulki
©krln.s

Co dał mi miesiąc diety wegańskiej?

Przede wszystkim wyregulował moje posiłki. To może wydawać się banalne, ale jednak muszę to przyznać, że nie jadłam zbyt regularnie wcześniej, nie miałam stałej pory posiłków. Jadłam wtedy, kiedy odczuwałam głód i choć wiem, że nie jest to zbyt dobre to jednak tak robiłam. Potrafiłam jechać na dwóch-trzech kawach na czczo, a pierwszy i jedyny posiłek w ciągu dnia zjeść w okolicach 15-16h, podgryzając jakimś owocem czy batonikiem w późnych godzinach wieczornych. Wraz z przyjściem lutego na dobre powróciły mi studia, wykłady i ćwiczenia, więc tamten tryb życia nie był zbyt efektywny. Nauczyłam się jeść śniadania (nigdy nie jem śniadań!), pilnowałam żeby obiad jeść zawsze pomiędzy 12-13h, a kolację nie później niż o 20-21h. Przekąski w ciągu dnia nadal pozostały te same - owoce, warzywa czy batonik (typu museli). 


Czy tęskniłam do mięsa?


W ogóle nie. Ale nie powiem, chyba ze dwa razy przyśnił mi się trójkącik sera… Tak jak wspominałam wcześniej - miewałam już periody, gdzie nie jadłam mięsa przez długi czas, nie potrzebuję mięsa do każdego posiłku każdego dnia. Najbardziej obawiałam się braku sera i szeroko pojmowanego nabiału, za którym to przepadam. Ale dałam radę, jest masa sojowych (i nie tylko) alternatyw dla jogurtów, krem kokosowy, sojowy czy ryżowy doskonale zastępuje śmietanę, a zamiast masła (którego i tak używam od wielkiego dzwonu) na kanapeczki lądowały wszelakie warzywno-ziołowe pasty, hummus czy pesto. 


I co teraz?

Aż mam ochotę powiedzieć nic. Doświadczenie to było interesujące i jestem pewna, że teraz będę robić zdecydowanie częściej wegańskie dania i desery, ale… ale uważam (i jest to tylko moja opinia), że mamy jedno życie i trzeba je przeżyć ze smakiem. Dlatego nie mam zamiaru odmawiać sobie jakieś zachcianki w postaci sera czy jajek, które dostaję od moich teściów na przykład. Idea, jaka przyświeca weganizmowi jest naprawdę szczytna, ale jednocześnie nie chcę się szufladkować do danej kategorii. Nie chcę wrzucać się do kategorii “weganin”, a potem być krytykowana za to, że zachciało mi się kanapki z masłem albo że na przeziębienie zastosowałam starą, dobrą metodę miodu z cytryną. 
Nie chcę, żeby ideologia mieszała mi w talerzu. Dlatego nie będę nazywać się weganką, wegetarianką czy jakimkolwiek innym przymiotnikiem. Jeśli będę mieć ochotę na steka - zjem go, jeśli będę miała ochotę na kanapkę z masłem - zjem ją, jeśli będę miała ochotę na hamburgera z kotletem sojowym i sosem guacamole - zjem to. Bardzo długo myślałam na ten temat i wnioski, którymi teraz się z wami dzielę wydają się być dla mnie najtrafniejsze. 

Nadal będę kontynuować moją kosmetyczną przygodę z poszukiwaniem produktów CF, nadal będę korzystać z wielu smacznych alternatyw wielu, wielu potraw. I nadal będę jeść pizzę z toną sera, jeśli najdzie mnie na to ochota. Nie mam zamiaru pouczać nikogo, polecać zmiany diety ani nic w tym stylu, nie mam na tyle wiedzy, żeby móc komukolwiek doradzać. 
Doświadczenie to było naprawdę bardzo dla mnie ważne, od dawna chciałam chociaż spróbować całkowicie bezmięsnej diety z wykluczeniem wszystkich produktów odzwierzęcych. Jestem z siebie dumna, że wytrwałam w tym postanowieniu. Mięso - które i tak rzadko pojawiało się w mojej kuchni - będzie tam jeszcze rzadszym gościem, tak jak już wspominałam - śmietana czy inne tego typu kremy również raczej nie powrócą. Nie zamykam jednak drzwi, jeśli kiedyś najdzie mnie ochota na coś innego - zjem to ze smakiem. 


photo by rawpixel on Unsplash




Mam nadzieję, że was nie przynudziłam tym tekstem, jednak dobrze było to z siebie wyrzucić i się tym podzielić.


Do niebawem w kolejnym tekście!



Karolina ~

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Najważniejsze to słuchać swojego organizmu i karmić go tak, jak nas o to prosi. Fajnie, że spróbowałaś weganizmu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się bardzo cieszę, że w końcu tego spróbowałam. Bardzo przyjemne doświadczenie i bardzo, bardzo smaczne :)

      Usuń
  2. Ja raczej na wegetarianizm z racji wieku już nie przejdę, a tym bardziej na weganizm, to jednak jestem pełna dla Ciebie podziwu za wytrwałość w postanowieniu i działaniu. Nie zawsze to idzie w parze. Ale te słodkości, deserki, chociaż też nie powinnam, bardzo mi odpowiadają. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zmiany nigdy nie jest za późno, tylko trzeba zabrać się za nie z głową!
      Dziękuję serdecznie za przemiły komplement i pozdrawiam, myślę, że już niebawem wrzucę kilka przepisów - w tym i na te słodkości <3

      Usuń

Dziękujmy za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosimy ładnie abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę czy też linki bądź obrażające nas/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiamy!

Polub nas na Facebooku!