Zostań Francuzką w dwa lata

12:05


Jak już wiecie z poprzedniego postu, minęły niedawno dwa lata odkąd zamieszkałam we Francji. I chociaż często powtarzam, jak dobrą decyzją była przeprowadzka do obcego kraju, rzadko uświadamiam sobie na ile mnie ona zmieniła. I nie mówię tu o wewnętrznej przemianie i kształtowaniu charakteru, które i tak by nastąpiło nawet bez zmiany miesjca zamieszkania, tak jak u wszystkich innych wkraczających w dorosłość osób. Mam tu raczej na myśli wpływ odmiennej kultury na codzienne życie, przyzwyczajenia, które, zupełnie nieświadomie, stały się bardziej „francuskie”. 



Gotowanie to najlepsza pora na wypicie lampki wina 

Uwaga moja drogie kobietki – jeśli też wracacie do domu zmęczone po pracy i na samą myśl o robieniu kolacji robi wam się jeszcze słabiej, wypróbujcie koniecznie ten patent! Lampka ulubionego wina ukoi wasze zszargane po całym dniu nerwy, pobudzi kubki smakowe i inspirację! Co prawda nie jestem pewna czy każda Francuzka tańczy przy patelni z kielonem w ręku, ale jeśli to nie Francuzi to wymyślili, to kto inny? 


Rano jajecznica? Lepiej leć po croissanty do piekarni! 

Francuzi z rana jedzą mało i słodko. Na początku dziwiłam się : jak można wcinać słodycze na śniadanie?! Dobra, ja też jadłam płatki Nesquik albo kanapki z Nutellą jak byłam mała, ale ten okres już dawno za mną. Przynajmniej tak mi się wydawało. Dzisiaj znów jem śniadanie na słodko, czy to w postaci croissantów, chocolatine’ów czy deserów z poprzedniej kolacji. Chociaż przyznaję, zdarza mi się przygotować sobie jajecznicę! 


Do pracy na dziewiątą, czyli 9:20 

Jako osoba, której do pracoholizmu niewiele brakuje, lubię zabierać się do roboty sprawnie i bez ociągania. Jeśli moja praca zaczyna się o 9, w biurze jestem z dziesięciominutowym wyprzedzeniem, tak, żeby o pełnej godzinie zacząć wypełniać powierzone mi zadania. I tak właśnie byłoby najprawdopodobniej w innym zakątku świata, ale nie we Francji, o nieeeeeeeeeeeeeeeeeee. Chociaż spóźnialstwa nikomu nie zarzucam, fakt jest faktem, że Francuzi lubią rozpocząć dzień w pracy od maratonu buziaków, kawusi i pogaduszek o minionym weekendzie. Więc i ta kultura weszła mi nieco w krew! 


Nie jestem świętą krową 

Francuzi znani są z tego, że przechodzą przez ulicę w miejscach najmniej do tego przeznaczonych, a jeśli już znajdą pasy to na pewno nie czekają na zielone światło. Nie można im jednak odmówić kultury! Żadne przejście przez jezdnię, dozwolone lub nie, nie obędzie się bez podziękowania kierowcy czy to kiwnięciem głową, machnięciem ręką czy po prostu uśmiechem. Cieszę się, że i ta czynność stała się moim nawykiem. Mam wrażenie, że w Polsce wszyscy nauczyliśmy się, że przechodzień ma pierwszeństwo i nie musi on za to nikomu dziękować. Dlatego dziś podczas moich pobytów w Polsce przepuszczając go i nie widząc z jego strony żadnej reakcji, mam wrażenie, że jest na mnie obrażony! 



Dziękuję, miłego dnia, do widzenia...

...dziękuję, Pani również, wszystkiego dobrego.
Kolejny zwyczaj grzecznościowy. Idziesz do piekarni kupić bagietkę, wchodzisz, mówisz dzień dobry, prosisz o jedną bordelejską silwuple, podchodzisz do kasy, płacisz i .... I SIĘ ZACZYNA. Niekończący się pociąg słów, codzienna lektura słownika zwrotów grzecznościowych. Możesz już odejść od lady, nogi zwrócone ku wyjściu, a litania pożegnalna nadal się nie kończy. Dziękuję, miłego dnia, do widzenia, dziękuję, Pani również, wszystkiego dobrego – w najlepszym wypadku. I chociaż śmieszy mnie nadal ten zwyczaj, polubiłam go bardzo!(tyczy się również pożegnań z kierowcą przy wysiadaniu z autobusu) 


„dziecko ty mów do mnie po polskiemu!”


 Wskutek przebywania za granicą i otaczania się głównie „lokalsami”, składnia języka polskiego jest mi niestety coraz bardziej obca. Podobnie z intonacją czy zasobem słownictwa. Co prawda, nie doszłam do tego wniosku sama. Zauważyła to moja mama, mówiąc mi, że często zdarza mi się zadać pytanie w dziwny sposób albo szukać danego słowa przez nienaturalnie długą sekundę? I nie żeby to było słowo „imponderabilia”, którego zapomniałam, tylko raczej „lodówka” lub „talerz” (chociaż nie sądzę, żeby kiedykolwiek zapomnieć jak nazywają się pierogi ruskie). 

Ale pracuję nad tym! Jest to również jeden z powodów, dla których chciałam zacząć pisanie na tym blogu : zatrzymać się na chwilę, pomyśleć trochę po polsku, pogimnastykować się przy doborze słów, wzbogacić swoje zasoby języka rodzimego. Nie sfrancuzieć za bardzo.




A wy? Kto z was mieszka za granicą i podobnie jak ja, przyzwyczaił się do panujących w obcym kraju obyczajów? Albo może, do czego nie jesteście w stanie przywyknąć?


Widzimy się ponownie już niebawem,
 a tymczasem wpadnij do nas na Facebooka!
Buźka i do następnego razu,
Pola

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Co do ostatniego punktu, mam identycznie, po pięciu latach życia w Danii zapominam prostych słów, ale za każdym razem wiem, jak je powiedzieć po Duńsku :D W rozmowie z moją rodziną nierzadko muszą dobrą chwilę poczekać, żebym mogła sobie przypomnieć, jak dane słowo brzmiało w języku Polskim. W najgorszym wypadku okrężnie tłumacze o co mi chodzi :D
    Jeśli masz ochotę zajrzeć do mnie, to zapraszam: https://wzdluzdrogi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Generalnie udziela mi się coraz częściej islandzka cierpliwość Ale jeśli chodzi o grzeczność... hmm, sposób mówienia Islandczyków można odebrać jako chamski-taka specyfika języka, który w formy grzecznościowe jest bardzo ubogi �� dlatego mam nadzieję, że trochę kultury jeszcze we mnie zostanie. A z zapominaniem słów po polsku to prawda. A nawet po angielsku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie i Poli wydawało się, że nie da się tak szybko stracić zdolności do poprawnego rozmawiania po polsku. Ale okazało się, że nawet nie zdajemy sobie sprawy kiedy rozmawiamy i używamy francuskich słów, które spolszczamy do bólu.

      Nigdy nie powiedziałabym, że islandzki jest chamski, uwielbiam ten język :D

      Usuń
  3. Croissanty popularne (np. na niedzielne sniadanie) są także w Teksasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tego na przykład nie wiedziałam, codziennie coś nowego!

      Usuń
  4. Zwroty grzecznościowe są powszechne również w Austrii. Tutaj jest całkiem normalne, że oprócz sakramentalnego "do widzenia" dorzuca się dodatkowy zwrot w stylu "miłego dnia" etc. Druga rzecz to taka, że mam wrażenie iż ludzie robią wszystko o wiele powolniej i spokojniej niż w Polsce. Przy zakupach się nie spieszą, mają czas powymieniać uprzejmości z panią sprzedawczynią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej, to również jest tutaj obcecne. Zwłaszcza na bazarkach czy małych sklepikach - trzeba mieć czasm żeby porozmawiać z właścicielem, zapytać jak mija mu dzień, co u rodziny... Miłe to, trzeba to przyznać!

      Usuń

Dziękujmy za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosimy ładnie abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę czy też linki bądź obrażające nas/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiamy!

Polub nas na Facebooku!